Spoilerowy opis Avengers: Wojna bez Granic a la recenzja od biedy

3
313

UWAGA! SPOILERY!

Znacie to uczucie kiedy siedzicie w sali kinowej, czekając niecierpliwie na wyczekiwany przez was film? Jasne, że tak. A znacie to uczucie rozczarowania, kiedy film zaczyna się mocnym akcentem – a im dalej w las tym gorzej? Pewnie tak. Muszę was pocieszyć, po seansie Avengers: Wojna bez granic nie będziecie mieli tego problemu.

Kosmos

Film jest od samego początku ekscytujący, wpadamy w sam środek akcji i pierwszej bitwy z Thanosem. Jest ona kontynuacją sceny pokazanej po napisach końcowych w Thor: Ragnarok. Domyślacie się o którą chodzi? Thanos pojawia się na statku Thora wraz ze swoją ekipą zwaną Black Order by wybić resztkę populacji Asgardu – miły początek co?

Antagonista posiada w tym momencie już jeden z kamieni nieskończoności – mianowicie kamień mocy. Thor nie jest dla niego najmniejszym wyzwaniem, Loki pokazuje swoją dobrą stronę a Heimdall po raz ostatni używa Bifrostu do przetransportowania Hulka na Ziemię.

Mimo towarzyszącej w tych scenach grozy i powagi dostajemy porcję Marvelowskiego humoru. Loki mówi coś w stylu „jeszcze jest nadzieja – mamy Hulka” – następnie Hulk rusza do ataku – niestety okazuje się, że Thanos wykonał na nim swoją własną wersję „puny god”.

Następnie akcja przenosi się na pokład Strażników Galaktyki – Thor wpada na statek, Drax go komplementuje, Gamora jest zachwycona i wszyscy naśmiewają się z Quilla. Cóż, taka natura Strażników Galaktyki. Ten moment pozwolił wszystkim na sali na rozluźnienie się i uśmiech na twarzach.

Nordycki bóg zabiera Rocketa i Groota na wycieczkę do miejsca zwanego Nidavellir. To tam powstał Mjolnir, rękawica Thanosa oraz przyszła broń Thora – Stormbreaker. Mamy okazję popatrzeć jak wygląda proces tworzenia tej broni – Groot przyłoży do tego rękę.

Ziemia

W między czasie akcja na Ziemi rozwija się – Banner dosłownie wpada na Sanctum Sanctorum, poznaje Doktora Strange’a, a później w całą akcję miesza jeszcze Starka.  Banner opowiada o niesomowitym zagrożeniu, Wong z Doktorem streszczają historię Kamieni Nieskończoności a Tony robi sobie jaja i walczy o trofeum w kategorii „największe ego” ze Stevenem Strangem.

Nagle na Ziemi pojawia się zamieszanie – wielki kosmiczny statek, przerażeni ludzie, zabawna akcja ze Spider-Manem i pierwsza walka z Ebony Mawem i Cull Obidianem. Tutaj również sytuacja powinna poważna, a jednak bracia Russo zmieścili kilka żartów. Tony rzuca się na Cull Obsidiana, Strange walczy z Ebony Mawem, a Wong ratuje dupę Bannerowi, który nie może zmienić się w Hulka.

Tytan

Koniec końców Strange zostaje porwany, Stark leci na ratunek, a Spider-Man wbrew Iron Manowi wybrał się z nimi na gapę. Widzimy jak Steven jest torturowany, a Tony i Peter obmyślają plan ratunku. Tutaj świetnie zagrała postać Petera – licealisty. Przypomniał sobie akcję z filmu Obcy, wykorzystali ją – bęc Steven Strange uratowany. Tak, to naprawdę wyglądało tak prosto.

Akcja przenosi się na rodzimą planetę Thanosa. Strażnicy Galaktyki atakują ekipę z Ziemi myśląc, że Ci pomagają Thanosowi. Po kilku chwilach jest już pełna zgoda – na dodatek nastoletni charakter Petera Parkera, gra idealnie z naturą Star-Lorda.

Iron Man stara się wymyślić plan, Drax sobie przysypia a Mantis jest „głupiutka” jak zawsze. Peter Quill żartując mówi, że wymyślił coś lepszego (scena ze zwiastunu) – okazuje się, że rzeczywiście jego plan nie był wcale głupi. Prawie udało im się pozbawić Thanosa mocy pochodzącej z rękawicy.

Wielka bitwa na terenie Wakandy

Avengers Wojna bez granic

Tutaj dostajemy czystą akcję –  tysiące kosmitów atakują mury Wakandy a nasi bohaterowi zmuszeni są stanąć z nimi do walki. Kapitan Ameryka wraz z Czarną Panterem wybiegają przed szereg i jako pierwsi atakują wrogie wojska. Właśnie podczas tej bitwy Banner używa Hulk Bustera (Hulk nadal się chowa). Na koniec bitwy wpada Thor ze swoją nową bronią a trupy ścielą się za nim gęsto.  Thanos pojawia się na sam koniec by odebrać ostatni kamień nieskończoności. Oczywiście bohaterowie stają mu na drodze, a legendarna scena w której Kapitan Ameryka łapie go za rękę i powstrzymuje go od uderzenia wygląda niesamowicie, ale trwa jedynie krótką chwilę.

Następnie Thanos robi pstryk i połowa wszechświata zostaje wymazana.

Thanos powróci.

To co widzieliście wyżej to tak naprawdę skrócony opis fabuły z pominięciem wielu istotnych szczegółów. Początkowo miałem napisać zwyczajną recenzję, ale stwierdziłem, że taki format będzie mi odpowiadał dużo bardziej.

Opis Thanosa

Każdy z nas na pewno miał wysokie oczekiwania wobec głównego antagonisty. Postać Thanosa stała w cieniu przez 10 lat i była kreowana na świetnego villaina więc nie ma się co dziwić, że chcieliśmy dostać świetną wielowymiarową postać.

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Thanos jest najlepszym złoczyńcą w historii MCU. Nie jest zwykłym gościem z brzegu, który sobie ubzdurał, że wykończy połowę wszechświata. Mimo, że jego cel wydaje się straszny w pewnym momencie sam uwierzyłem w motywacje Tytana – mimo wszystko jednak byłem przeciwko niemu, w końcu nikt nie lubi oglądać śmierci swoich ulubionych bohaterów.

Podczas jednej z pogadanek ojca z córką – Gamora wytyka mu, że zniszczył jej planetę (a raczej jej połowę) i odebrał jej szczęście. Szalony Tytan mówi jej wtedy, że planeta z której mała Gamora pochodzi ma się świetnie – na nowo rozkwitła, ludzie przestali żyć w ubóstwie i są naprawdę szczęśliwi. Może więc jednak jego plan wcale nie jest taki zły?

Ogólnie rzecz biorąc wątek miłości Thanosa do jego przybranej córki odgrywa tutaj niesamowicie dużą rolę – pokazuje nam, że nawet tak wielki złoczyńca ma cechy ludzkie, że potrafi kochać. Pokazywanie tych uczuć na ekranie, a następnie mądre ich wykorzystywanie pozwoliło nam zobaczyć jak zdeterminowana jest ta postać do osiągnięcia swojego celu. Główny antagonista jest w stanie zrobić dosłownie wszystko – byle tylko mu się powiodło.

Thanosa da się lubić!

Widać, że tej postaci zależy na swojej córce  – widać, że jego celem nie jest niszczenie i powodowanie zagłady, widać, że stara się być sprawiedliwy w swoich wyborach i widać, że dotrzymuje obietnic.

Thanos jest osobą, która czuje się nierozumiana. Jego własna planeta została zniszczona przez przeludnienie. Zanim to się stało zaproponował aby zgładzić połowę ludzkości – ludzie go wyśmiali, uznali, że oszalał. Myślicie pewnie, że Thanos miał jakiś specjalny podział, mądrzejsi i bogatsi przeżyją a reszta niech ginie. Nie! On chciał sprawiedliwego losowania, zginąć mieli zarówno biedni jak i bogaci, mądrzejsi i głupsi – miało to być sprawiedliwe. Nie prosił nawet o to by go oszczędzono – jeśli by został wylosowany najprawdopodobniej by z tym nie walczył.

Po tym jak jego planeta obróciła się w proch postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i poprzez skompletowanie wszystkich Kamieni Nieskończoności chciał jedynie uratować wszechświat od zagłady – podobnie jak dawno temu na jego planecie miał to być sprawiedliwy podział i prawdopodobnie również brał możliwość swojej śmierci pod uwagę.

Postać ta nie kieruje się zemstą, rządzą władzy czy nudą – jak większość villainów a chęcią ratowania wszechświata. Jasne, że zabiera się do tego ze złej strony, jednak trzeba mu przyznać, że pobudki ma szlachetne.

Istotną rzeczą jest też to, że nie zabija bez powodu. Gdyby chciał to używając Kamieni mógłby pozbyć się wszystkich bohaterów naraz, ten jednak chce ich tylko unieszkodliwić. Świetnie pokazuje to scena z Kapitanem Ameryką czy chociażby walką z ekipą Starka na Tytanie.

Podsumowując  – bracia Russo zapewnili nam takiego przeciwnika na jakiego całe MCU zasługiwało.

Krótkie podsumowanie

Avengers: Wojna bez Granic to świetny film – przepełniony akcją, humorem czy nawet uczuciami. Podczas oglądania zdecydowanie warto zwrócić uwagę na to jaką rolę pełni perspektywa – tutaj naprawdę ktoś odwalił kawał dobrej roboty. Każdy z aktorów pokazał, że podczas tych 10 niesamowitych lat jego postać dorosła lub wiele straciła. Relacje między postaciami iskrzą, wszystko wydaje się być na swoim miejscu.

Wiem, że wiele z osób po seansie oczekiwało, że będzie to dużo bardziej poważny film – tymczasem w prawie każdej scenie dostajemy coś co wywołuje uśmiech na naszej twarzy. Moim zdaniem jest to świetny zabieg ponieważ pozwala on na rozluźnienie się.

Gwarantuję wam, że w niektórych momentach będziecie zbierali szczękę z podłogi a w innych będziecie rozbawieni do łez.

Jak już pisałem wcześniej – pominąłem tutaj wiele istotnych wątków na przykład takich jak: gdzie znajduje się Kamień Duszy, kto zginął i kilka innych smaczków – niektóre rzeczy trzeba zobaczyć i lepiej o nich nie czytać.

Na koniec chciałbym jeszcze tylko dodać, że Peter Dinklage ma niesamowity dystans do siebie! 😀